Przewodniczącym naszej Komisji Konkursowej jest Wojciech Kołacz, autor wielu murali. Zadaliśmy mu kilka pytań o jego pracę. Zapraszamy do lektury.

Fundacja: Tworzy Pan murale od 12 lat. Od czego zaczęła się ta przygoda?

Wojciech Kołacz: Zanim malowałem murale, tworzyłem graffiti, moje początki to 1998 roku. Ściany zawsze wydawały mi się ciekawym miejscem ekspresji.

Graffiti pojawiło się w tym okresie w Polsce i dorastającemu nastolatkowi wydawało się ciekawym zjawiskiem. Zawsze podobały mi się prace dobrze wkomponowane w otoczenie, także te ukryte przed wzrokiem przechodnia. Moje miasto miało sporo pustostanów, które eksplorowałem.

Wyjaśnijmy od razu, czym się różni mural od graffiti?

Graffiti związane jest z literami i znaczeniem przestrzeni miasta, w tych literach jest miejsce na różne inne rodzaje ekspresji, ale chodzi o pewnego rodzaju terytorializm. Mural to obraz powstający z innych pobudek, zupełnie jak płótno tylko większe i malowane na ścianie, w architekturze. Graffiti na ogół wykonywane jest farbami w sprayu, mural częściej pędzlem i wałkiem.

Czym się charakteryzuje dobry mural? Co zrobić, żeby się wyróżniał?

Murale nie istnieją w oderwaniu od otoczenia, malowane są na budynku w jakimś otoczeniu w konkretnym mieście. Projektując mural trzeba to przeanalizować. Mural nie musi być krzykliwy, nie musi konkurować z otoczeniem, sam fakt, że się pojawi to już sprawi, że będzie się wyróżniał. Powinniśmy malować tylko dobre murale tzn. takie bez typowych błędów, bo papier czy płótno wybacza więcej niż duża ściana w widocznym miejscu.

Mural autorstwa Wojciecha Kołacza

Skąd pojawił się nurt street artu i co sprawiło, że zyskał na popularności?

Pojawił się w miastach. Tworzony był przez ludzi, którzy mieli naturalna potrzebę ekspresji w miejscu, w którym na co dzień przebywają. Szablony, malunki, przyklejanie plakatów i naklejek. Zyskał popularność, bo był szczery, dużo komunikował, do tego autentyczny i miał ciekawą formę, był i jest ogólnodostępny i darmowy. Często porusza bieżące sprawy ważne dla danej społeczności, czasem z poczuciem humoru. To wszystko jest obecne także w sztuce w obiegu instytucji i galerii, ona jednak jest dosyć elitarna i ma mniej odbiorców. Street art pojawia się i za kilka tygodni znika pod kolejną warstwą plakatów czy farby, to dodatkowo czyni go atrakcyjnym.

Tworzy Pan w tym nurcie, a jednocześnie pracuje na uczelni. To chyba dosyć nietypowe połączenie?

Zajmuję się grafiką artystyczną i z doskoku projektową, to moje wykształcenie. Po studiach pracowałem w edukacji artystycznej aż trafiłem na uczelnię, gdzie związany jestem z grafiką cyfrową. Przyznam, że działania w przestrzeni miasta, nurt muralizmu czy street artu wywarły mocny wpływ na współczesną sztukę i kulturę i w niektórych ośrodkach uczy się tego, lub przynajmniej podkreśla rolę tych zjawisk.

Każdy artysta ma własny styl. Czy jego wypracowanie długo trwa? Jak to wyglądało u Pana?

Styl lub postawa twórcza kształtuje się latami, szczególnie w czasach, gdy mamy tak łatwy dostęp do wiedzy i kultury globalnej.

Ja nie narzuciłem sobie stylu, ale czekałem i ciągle czekam na jego rozwój, jednocześnie staram się być autentyczny. Zauważyłem, że na to co tworzę na ścianach wpływ miały m.in murale reklamowe z epoki PRL, ich kolorystyka. Oglądałem je w dzieciństwie i to był prawdziwy szok. Także polska ilustracja książkowa, graffiti i wiele zjawisk dnia codziennego.

Mural autorstwa Wojciecha Kołacza

Skąd jeszcze czerpie Pan inspiracje?

Dużo czerpię z przyrody. Jak większość lubię odpoczywać w otoczeniu natury, w niej kryje się bogactwo form i tajemniczych zjawisk, które pobudzają wyobraźnie. Oprócz tego muzyka, słucham zarówno muzyki dawnej jak i współczesnej elektronicznej. Sztuki wizualne również i tutaj ważna książką jest dla mnie to The Thinking Eye artysty Paula Klee.

Czy może Pan polecić artystów, których warto obserwować?

Jest ich bardzo dużo. Poleciłbym np. włoską stronę GORGO https://ilgorgo.com, która prezentuje różnych artystów nurtu sztuki miejskiej. Jest tam mapa, na której można znaleźć ich realizacje z opisami.
Dużo światowego street artu można obejrzeć tutaj https://artsandculture.google.com/project/street-art.

Jakie tematy/motywy lubi Pan malować najbardziej, a jakie najmniej?

Najbardziej odnosić się do przyrody. Uwielbiam też abstrakcję, zabawę, kolor i formy.

Najmniej lubię malować elementy architektury.

Z którego muralu jest Pan najbardziej dumny?

Naprawdę trudno powiedzieć, te sytuacje są tak różne, jeden raz maluję z dziećmi i młodzieżą zaraz potem na remizie strażackiej, później w centrum miasta a później w ogrodzie zoologicznym. Jestem zadowolony, jak zadowoleni są ludzie, którzy obcują z tym dziełem na co dzień.

A jakie jest Pana największe artystyczne marzenie?

Ostatnio marzy mi się wielkoformatowa mozaika. Zamiast malować wyklejać kafle.

Życzymy spełnienia tego marzenia. Przejdźmy teraz do bardziej praktycznych kwestii. Jak wygląda Pana typowy dzień pracy?

W malowaniu murali jest sporo organizacji. Rano maile i tak zwana papierkowa robota, później czas na projektowanie. Realizacja to tylko ułamek całego procesu. Aby być twórczym to w typowym dniu pracy trzeba znaleźć przestrzeń na inspirację i dobre samopoczucie, spacer przejażdżka rowerem, posłuchanie muzyki, to coś co kojarzy nie z odpoczynkiem, ale w tej pracy jest ważne.

Ile czasu powstaje mural?

W moim przypadku 2-16 dni.

Jaki jest koszt muralu?

Od kilkuset do kilkudziesięciu tys. złotych. Duży mural na całą fasadę kilkupiętrowego budynku to spore przedsięwzięcie, sporo materiałów, wynajęcie sprzętu np. rusztowania, podnośnik na godziny, litry dobrej farby, odpornej na czynniki atmosferyczne.

Malowanie murali kojarzy się z pracą na rusztowaniu. Czy ma Pan lęk wysokości?

Nie mam typowego lęku wysokości, co nie znaczy, że nigdy go nie czuję. Zauważyłem, że mam lęk przed otwartą przestrzenią na wysokości, ale po kilku godzinach czy dniach pracy całkowicie mi przechodzi.

Mural autorstwa Wojciecha Kołacza

Czy można malować w każdych warunkach pogodowych?

Pewnie tak, bo są nawet farby odporne na minusowe temperatury, ale malowanie w deszczu nie ma sensu. Robi się to w wyjątkowych sytuacjach. Zdarzało mi się, że pogoda uniemożliwiła pracę, np. huragan, mocny wiatr, ekstremalny upał, farby zasychające na pędzlu.

Technologia zabrania malowania w pełnym słońcu, farba zasycha zbyt szybko i pęka.

Na koniec proszę powiedzieć, jaką ma Pan radę dla początkujących artystów?

Taką, aby byli cierpliwi, autentyczni, czyli zamiast szukać inspiracji w podobnych dziełach, szukali jej w otoczeniu, najbliższych znajomych czy w muzyce. Ważne, żeby czerpać przyjemność z realizowanych projektów.

Dziękujemy za rozmowę.

Wojciech Kołacz przygotował dla uczestników konkursu specjalny poradnik „Jak projektować murale?” – zachęcamy do zapoznania się z tym ciekawym materiałem.